wtorek, 27 stycznia 2015

Moja włosowa historia.


Długo zbierałam się, żeby napisać moją osobistą MWH:) Było trochę szperania w starych zdjęciach. Ale dziś pokażę wam co sobie zrobiłam z fryzurą w ciągu dwudziestu kilku lat? I od czego zaczęło się moje włosomaniactwo.

Zacznijmy od dzieciństwa. W wieku 7 lat miałam na głowie taką oto fantazyjną palemkę :)
Naturalny kolor włosów ciepły, brązowy. Widać po szerokości przedziałka, że włosów zawsze miałam malutko. Kształt grzywki świadczy o istnieniu zakoli. Włosy były myte raz w tygodniu lub dwa razy jakimś zwykłym szamponem typu pokrzywowy lub rumiankowy, albo szamponem dla dzieci Bambi. Na zdjęciu widać, że moje włosy się delikatnie kręcą/podwijają na końcach oraz, że mają tendencję do zbijania w strączki.

W gimnazjum i liceum kilka razy pofarbowałam włosy. Nie posiadam zdjęć z tego okresu.
Poniższe zdjęcie pochodzi z wakacji po liceum. Sierpień 2005.
To był mój najlepszy włosowy okres. Nie znałam się jeszcze z prostownicą. Zaczynałam stosować odżywki do włosów oraz "lepsze" szampony. Czesałam się szczotką z drewnianymi ząbkami, którą wybrałam ze względu na ładny wygląd, a nie na właściwości :) Suszyłam włosy suszarką, ale nie codziennie.

Tutaj jeszcze jedno zdjęcie w grudniu 2006 roku, drugi rok studiów.
Moje najdłuższe włosy jakie kiedykolwiek miałam, widać jakie są płaskie i cienkie. W tym czasie stosowałam odżywki i szampony z serii "Intensywna odbudowa" - Dove, Nivea, Pantine lub Elseve. Uważałam, że moje włosy są bardzo zniszczone. Myłam i suszyłam je codziennie. Nadal używałam drewnianej szczotki.

W roku 2007, wiosną zdecydowałam się na farbowanie włosów na blond. kolor nie wyszedł równomierny na całych włosach, więc postanowiłam obciąć na  boba. Na początku moje włosy były żółte. Nawet po roku... Zdjęcie z maja 2008 (po przebudzeniu).
Nadal używałam tych samych masek, ale z racji wywijania się włosów do utrzymania ładnego boba musiałam prostować włosy codziennie.
Tutaj moje blondy w 2010 roku.
Zaczęłam pracę i chciałam wyglądać poważniej, stąd taka krótka fryzura, ale obcięłam włosy tak tylko raz. Tutaj też konieczna była prostownica. Na przestrzeni tych lat doszłam do koloru popielatego. Używałam farby z Garniera nr 111, myłam włosy fioletowym szamponem z Joanny. Farbowania odbywały się co miesiąc. Nie martwiłam się tym, że niszczę włosy, wychodziłam z założenia, że i tak często je obcinam. W międzyczasie wyrzuciłam drewnianą szczotkę bo była stara i zastąpiłam zwykłą plastikową.

Między rokiem 2011 a rokiem 2013 postawiłam na rudości.
Czasem stonowane:

Czasem bardziej szalone:
Hmmm... Uwielbiałam ten kolor... Papryka z Loreala :))
Jeszcze jedno ujęcie. W innym świetle.
Tutaj widać jak niesforne były moje włosy przy uchu. Zawsze się tak wywijały. Mogłam sobie prostować, układać na szczotkę. A one zawsze się jakoś tak wykręciły, nie wiedziałam, że one chcą falować.
Wróćmy do przeglądu kolorów... Włosy czasem były czerwone... Jak Michał Wiśniewski...

A na tym zdjęciu włosy są spłowiałe, farba się wypłukiwała, już wtedy ograniczyłam farbowanie i chciałam wykonywać je jak najrzadziej. Pozwalałam sobie chodzić w odrostach i używałam szamponetek.

Widać też moje połamane końce. Rzadko miewam rozdwojone końcówki... Dużo częściej połamane!

W czerwcu 2013 postanowiłam wrócić do blondu, ale farbowanie na blond nie zmywało mi pozostałości farby. Zdecydowałam się na dekoloryzację w domu płynem profesjonalnym zakupionym na allegro.
Oto kolor tuż po:

W trakcie zabiegu, który pachniał okropnie wyjęłam sobie z głowy połowę włosów. One same wychodziły, spływały gdy spłukiwałam płyn...

Odczekałam trochę zakupiłam farbę nr 111 i dwie butelki fioletowego szamponu
Porzuciłam prostownicę włosy były zbyt zniszczone, spalone i przerzedzone. Układałam włosy na szczotkę w celu wyprostowania. Miałam swój blond, jednak zapragnęłam mieć długie włosy... A moje były tak zniszczone, że powoli zaprzestawałam farbowania. Nakładałam farbę tylko na odrosty i kupowałam coraz ciemniejsze odcienie by powoli wrócić do mojego naturalnego. 

W marcu 2014 pofarbowałam włosy po raz ostatni.
A w czerwcu 2014 włosów nie układałam już na szczotkę, tylko suszyłam nawiewem skierowanym w dół w celu wyprostowania.
Moje włosy wyglądały jak z reklamy... siana... Ale ja się tym nie przejmowałam. Chciałam żeby sobie rosły i nie chciałam ich podciąć. 

W sierpniu 2014 przeczytałam o metodach walki z przetłuszczaniem włosów, czyli o myciu odżywką. I zaczęłam działać w temacie...
Oto ja po pierwszym umyciu włosów miodem i odżywką. Moje pierwsze fale po pierwszym podcięciu końcówek.

Tutaj po przeczytaniu, żeby nie czesać włosów na mokro (miałam już podróbkę TT)

A tutaj po koczku ślimaczku, który dodaje objętości wzmacnia fale z jednej strony a z drugiej rozprostowuje. Aha  i moje początkowe problemy z grzywką (też chciała falować).

Wszystkie trzy zdjęcia pochodzą z września. Była ekscytacja i próba dokumentowania każdego dnia, stąd tyle zdjęć. Próby z ziołami i z cytryną wzmocniły różnicę pomiędzy odrostem a blondem, zdecydowałam się na farbowanie henną.

A oto najświeższe zdjęcie moich włosów.
Odrost jest na tyle długi, że nie mam ochoty już na zabawy z henną. Czekam, aż się wypłucze a moje włosy będą udawały ombre. 
Nie żałuję farbowania. Lubiłam te kolory, one w każdym etapie coś dla mnie znaczyły.
Żałuję dekoloryzacji. To zniszczyło moje włosy najbardziej. A ja mimo wszystko przestałam farbować niedługo potem włosy. Mogłam cierpliwie czekać.
Chciałabym mieć długość i kolor ze zdjęcia z 2006 roku, poza grzywką. Chciałabym mieć tylko większą objętość niż tam. Taką jak teraz.

Koniec.

Pozdrawiam
Nat.

19 komentarzy:

  1. Mialas prawie tęczę na głowie :D powodzenia w pielęgnacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam niestety zdjęć, w różowych włosach, bo po tym miałam awarię komputera i straciłam dużo danych :( No cóż 7 lat farbowania, był czas na eksperymenty :)

      Usuń
    2. O też miałaś róż na głowie :) Ja miałam "kilka" pasemek, ale gdy włosy się potargały połowa włosów była różowa :D Na dodatek nie chciały się wypłukać i trzeba było je zafarbować jakimś brązem :D

      Usuń
    3. Ja zrobiłam szamponetką raz, już po zafarbowaniu na blond. Kolor niby na 3 mycia. na początku wręcz amarantowy, ale lekko różowe utrzymywały się do miesiąca.

      Usuń
  2. ale historia:) tyle kolorów:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No trochę te Twoje włosy przeszły. Najważniejsze,że teraz zdecydowałaś się o nie zadbać,powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że chyba też wypróbowałaś wszystkie grzywki w swoim życiu :P Powodzenia w pielęgnacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem lubię z czasem bez, mam słabość do tej najkrótszej, szkoda, że jest niemodna :) Dzięki :)

      Usuń
  5. Cóż za odwaga z tą czerwienią! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko się zmyła :) Trochę jej żałowałam. :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Przemiana na razie jest w głowie, a na głowie to jeszcze dużo pracy ;)

      Usuń
  7. Bardzo fajnie zrobiłaś tą swoją historię :) Ostatnio przewaliłam też trochę swoich starych zdjęć i myślałam nad złożeniem ich do kupy nawet dla siebie :D ale na razie czasu brak. 3mam kciuki w dalszej pielęgnacji! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oja, nawet nie wiesz ile wspomnień wróciło, jak przeglądałam zdjęcia z tych ostatnich lat :) Mam nadzieję, że za rok lub dwa zaktualizuję tą historię o zdjęcia naprawdę pięknych i zdrowych włosów :)

      Usuń
  8. widać tak jak ja miałaś na głowie większość kolorów tęczy :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Duża zmiana, trzymam kciuki za ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję przemiany, włoski mają się coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń